Subskrypcja RSS

Czy Engel wreszcie powoła Małysza? Czyli felieton sportowy

autor Administrator, opublikowano 2002-09-07

Czy Engel wreszcie powoła Małysza? Czyli felieton sportowy Sport regularnie dostarcza felietonistom tematów. Latem roztrząsany był problem polskiego obywatelstwa dla Emanuela Olisadebe. Jesienią rozpamiętywaliśmy porażkę Andrew Goloty z Bestią Tysonem. Zimą na tapetę poszedł Adam Małysz. Nadchodzi wiosna, która da nam odpowiedź na dwa bardzo ważne pytania: czy pierwszy Polak wygra Puchar Świata w skokach narciarskich (wysoce prawdopodobne) oraz czy nasi piłkarze utrzymają prowadzenie w grupie V eliminacji do Mistrzostw Świata (prawdopodobieństwo trudne do oszacowania).

Naturalnym pytaniem jakie pojawia się w głowie felietonisty tej wiosny jest zatem pytanie – pisać o skoczku, czy o piłkarzach? A może i o jednym i o drugim? No bo niby dlaczego trener Engel nie miałby powołać Małysza na zgrupowanie kadry? Wybitnym sportowcem jest? Jest! W życiowej formie jest? Jest! Ale przede wszystkim jest popularny i powszechnie lubiany. Zaangażowanie Małysza do piłkarskiej reprezentacji Polski przyniosłoby dwa bardzo ważne efekty. Po pierwsze zjednałoby selekcjonerowi wielu malkontentów. Pan Adam jest postacią powszechnie lubianą – na pewno jego obecność dobrze zrobiłaby wizerunkowi kadry. Po drugie – powołanie przedstawiciela innej dyscypliny usprawiedliwiałoby ewentualne niepowodzenia. Zachowanie takie powszechnie znane jest w psychologii jako samoutrudnianie. Dla trenera, który nie może być pewien wyników spotkań z Norwegią i Armenią – taka strategia pozwoli więc na zachowanie twarzy przy ewentualnej porażce.

Zresztą nie tylko w sporcie mamy często do czynienia z taką sytuacją, że osoba odpowiedzialna za decyzje robi wszystko aby możliwie zabezpieczyć się przed negatywnymi skutkami błędnych decyzji. Ciemna strona działalności firm konsultingowych polega na tym, że decydenci często zapraszają je do współpracy po to, by w razie niepowodzenia projektu – mieć na kogo zwalić winę. Pełnią więc czasem niewdzięczną rolę kozła ofiarnego. W jednej ze znanych mi firm dyrektor wszystkie niepopularne, a także błędne decyzje uzasadniał opinią konsultanta z bardzo znanej firmy. Argument, z którym trudno było polemizować. Tyle, że biznes nie szedł tak jak powinien.
Podobna sytuacja występuje w przypadku tzw. „kontraktu narożnego”. Jeśli mówimy o szkoleniach – zawsze mamy trzy strony: trenerów, szkolonych i zamawiających szkolenia. Skoro są trzy grupy nacisku – mogą powstać trzy koalicje. Jednym z takich przypadków jest niepisany układ szkolonych i „decydentów” przeciw trenerom. Prowadzi to często do rozbicia szkolenia, wręcz do katastrofy szkoleniowej. W ten sposób „koalicjanci” przenoszą winę za konflikty na trenerów. Zawsze łatwiej jest zrzucić odpowiedzialność za włąsne niepowodzenie na kogoś spoza organizacji.
Osoby odpowiedzialne za rekrutację też doskonale znają sytuację przenoszenia odpowiedzialności poza firmę. Znacznie łatwiej jest wybrzydzać, narzekać na niski poziom kandydatów, źle przeprowadzony proces selekcji itp., jeśli za projekt jest odpowiedzialny podwykonawca. W tym wypadku menedżerowie często żądają gwarancji na usługę rekrutacyjną. Spotkałem się kiedyś z następującym przypadkiem: menedżer działu sprzedaży zakupił „rekrutację z gwarancją”. Przed upływem okresu gwarancji pracownik odszedł. Menedżer dostał więc następnego pracownika. Ten z kolei wkrótce został zwolniony. Kiedy taka sytuacja powtórzyła się po raz czwarty – konsultanci zerwali współpracę. Po rozmowie z kandydatami, którzy odeszli, zrozumieli w czym tkwił problem. Zatrudnianie nowego handlowca było działaniem pozornym mającym ukryć silny konflikt wewnątrz działu sprzedaży. Problem ze znalezieniem właściwego pracownika okazał się być problemem zastępczym. Dla nieumiejętnego zarządzania zespołem.


Instytut Zarządzania
Tomasz Staśkiewicz
: ,

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza, aby przeszukać stronę:

Odwiedz naszych Przyjaciół!

Polecani Przyjaciele